Zostań wojowniczym artystą w Painted Kingdoms

Królestwo z płótna, malowanie otoczenia, obrona poprzez stawianie wież i symulator strażaka w jednym – tak w skrócie można opisać minimalistyczną propozycję niezależnego producenta Hectiq w przedstawionej wersji demonstracyjnej. Painted Kingdoms zabierze nas w świat, w którym hordy posługujących się ogniem wrogów będą chciały spalić nasz przybytek. Nadzieja na ocalenie pozostaje więc w umiejętnym rozbudowywaniu bazy.

Więc chodź pomaluj mój świat

Nie będę ukrywał, że na grach typu tower defense znam się tyle, co na samochodach – niby wiem, jak prowadzić, ale na naprawach kompletnie się nie znam. Nie ma w mojej kartotece zbyt wielu produkcji o takiej tematyce, jednak ta konkretna bardzo przykuła moją uwagę. Zwróciła ją przede wszystkim motywem malowania, raczej nie spotykanym w grach o stawianiu wieżyczek. No dobra, ale o co w tym wszystkim konkretnie chodzi. Każdy poziom w Painted Kingdoms to tak naprawdę płótno w ramie. Najpierw jest puste, lecz po ukończeniu wyzwania, jakim jest przetrwanie ataków, w menu wyboru zobaczymy pomalowane je tak, jak zakończyliśmy poziom. To teraz należy sobie odpowiedzieć na jedno bardzo ważne pytanie – jaki jest cel podejmowania się czynności artystycznych w zwalczaniu przeciwników?

To, co malujemy, nie jest niczym innym jak planszą rozgrywki. Do dyspozycji mamy trzy biomy – las, wodę i łąkę. Każdy z nich ma unikatowe umiejętności. Przykładowo, jeden będzie spowalniał rozprzestrzenianie się ognia, ale da bonus do ataku. Drugi sprawi, że płomienie będą trawić wszystko na swojej drodze szybciej, ale za to zwiększają siłę budynków i ich odporność na standardowe ataki. Kluczem do sukcesu jest odpowiednie balansowanie rozbudową poszczególnych biomów w określonych miejscach. Są one również istotne pod innym względem – niektóre budynki można stawiać tylko na określonych rodzajach podłoża (ale o tym później). Ponadto rozbudowywanie lasu czy łąki, spowoduje wzrost poziomu i umożliwi rozwój postawionych budynków.

Bardzo istotne jest tutaj również zdobywanie punktów – pigmentów. Po każdej fali, którą uda się obronić, bohater otrzyma ich odpowiednią ilość. To, jak dużo punktów zdobywamy, ma wpływ na to, ile terenu można wymalować oraz ile budynków można postawić lub rozbudować. Odpowiednie zarządzanie zasobami jest więc bardzo istotne, jeżeli chcemy odnieść sukces w walce. W ich zbieraniu pomagają budowle, które im bardziej rozwinięte, tym więcej dodatkowych pigmentów będą przekazywać.

Czy w Painted Kingdoms da się walczyć?

Nie samym malowaniem żyje człowiek – powiedziała większość aspirujących artystów. Tutaj nie da się jednak rozwijać swojego malarskiego sznytu w satysfakcjonujący sposób, dlatego trzeba przejść do innych aktywności. W przerwach od planowania i taktyki pojawiają się bowiem walki o przetrwanie. Możemy się bronić na kilka sposobów. Postać, którą sterujemy, potrafi miotać pociski w przeciwników i raz na trzy ataki może uruchomić specjalne uderzenie – zrobić kilka szybszych wystrzałów. Ponadto ma dodatkową umiejętność, która jest ograniczona czasowo i można z niej skorzystać rzadziej niż przyspieszonego strzelania. Po jej włączeniu, w miejscach, w których bohater postawił krok, zaczynają powstawać skalne zapory, blokujące na chwilę przejście przeciwnikom.

W tym momencie nie można pominąć kwestii związanej z wieżami, w końcu Painted Kingdoms to gra typu tower defense. Na mapie pojawiają się punkty, w których można postawić budowle. Wśród nich znajdziemy wieże atakujące oraz wodne. Te drugie umieścimy jednak tylko na niebieskim biomie. Nad wieżami ofensywnymi nie ma się co za dużo rozwodzić – ot miotają pociski w stronę nadchodzących wrogów. Ciekawszy jest twór będący pewnego rodzaju budynkiem gospodarczym. Po jego postawieniu pojawiające się w okolicy zwierzęta stają się naszymi wojownikami i będą walczyć z nadchodzącymi falami wrogów. Można nawet rozkazać im zgrupować się w określonym miejscu. Warto tutaj nadmienić, że przed każdą walką otrzymujemy małą pomoc. Podczas przygotowań na krawędziach mapy pokazywać się będą symbole oznaczające rodzaj nadchodzących przeciwników oraz ich liczbę. Umiejscowienie wskazówek również nie jest przypadkowe, ponieważ wskazuje kierunek, z którego przybędą najeźdźcy.

Na koniec trzeba wspomnieć o największym wrogu podczas bitew, czyli ogniu. Potwory mają bowiem gorący temperament, a ich pociski potrafią rozpoczynać proces obracania w proch całej okolicy. W późniejszym etapie pojawią się nawet bomby, które będą detonowane w samym środku naszego kompleksu fortyfikacji. Pomóc w opanowaniu żywiołu mogą wieże z armatkami wodnymi, które ostudzą nieco zapał przeciwników oraz zatrzymają rozprzestrzeniający się ogień. Ponadto naszego bohatera można przełączać między trybami walki oraz gaszenia (tak, posiada swój „wąż strażacki”). To jest najtrudniejsza część rozgrywki, ponieważ pokonywanie wrogów i przeciwdziałanie ich standardowym atakom wcale nie jest takie skomplikowane. Kłopot pojawia się, gdy ogień jest wszędzie.

Painted Kingdoms to tytuł, który rozpalił moje oczekiwania

W moim przypadku końcówka fali zawsze wyglądała tak samo – wszystko objęte ogniem lub ledwo wygaszone, większość płótna wypalona, ale przeciwnicy pokonani. No może poza ostatnią falą w drugim poziomie. Tam już nie było dla mnie ratunku. Na szczęście każda zwyciężona fala wrogów powoduje, że cały świat zostaje przywrócony do stanu sprzed ataku.

Jeżeli demo Painted Kingdoms potrafiło przyciągnąć uwagę takiego laika, a nawet wzmóc moje zainteresowanie tym, jak będzie wyglądać pełna wersja gry, to myślę, że może stać się ona naprawdę dobrą pozycją. Zwraca na siebie uwagę przede wszystkim mechaniką malowania mapy oraz wiecznej batalii z ogniem. Jak to mówią, pożyjemy, zobaczymy. Mam tylko nadzieję, że nie upłynie zbyt wiele wody, zanim ujrzymy finalną wersję, ponieważ data premiery nadal nie została ogłoszona.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są *

*
*