Światów, w których graczowi przychodzi zmierzyć się z różnego typu zagadkami, jest wiele – od najgłośniejszych produkcji, aż po małe propozycje niezależne. Czasem jednak zdarzają się takie perełki, w których od momentu uruchomienia gry, trzeba zastanawiać się co dalej. Cocoon wprowadza nas bezpośrednio w rozgrywkę, bez zbędnych wprowadzeń.
Cocoon zachwyca graficznie
Produkcja niezależnego studia Geometric Interactive pojawiła się na rynku nieco ponad 2 lata temu i nadal zachwyca wizualnie każdego, kto wszedł z nią w interakcję. A możliwości obcowania z tytułem jest wiele, ponieważ został wydany zarówno na PC, jak i Playstation 4 i 5, Xbox Series X/S, Xbox One oraz Nintendo Switch. Za Cocoon odpowiedzialny jest Jeppe Carlsen, który na swoim koncie ma również Limbo oraz Inside. Próg wejścia może być całkiem wysoki dla gamingowych laików, ponieważ nie ma tutaj żadnego interfejsu, wprowadzenia ani samouczka.
Świat przedstawiony to kompletna petarda. Wizualna podróż przez biomechaniczny świat podzielony na różnorodne biomy zachwyca, a spotykane po drodze rozwiązania mechaniczne i stworzenia intrygują. Nasza postać wykluwa się z tytułowego kokonu i jest czymś w rodzaju hybrydy człowieka z owadem. Od tego czasu jest zmuszona podróżować i rozwiązywać zagadki, które stają na jej drodze. Rozgrywkę utrudniają napotykani po drodze przeciwnicy.
Podróże między światami – Cocoon doprowadza czasem do bólu głowy
Rozgrywka w Cocoon nie jest liniowa, ponieważ niejednokrotnie zdarzy nam się odwiedzić lokacje, w których już wcześniej wykonaliśmy zadanie. Dlaczego? Otóż cały pomysł oparty jest na przemierzaniu różnorodnych biomów, które posiadają inny wygląd, mechanizmy zagadek oraz reprezentujące je kule. Kule przenoszone przez owada na plecach potrafią nie tylko przenosić nas do innych biomów, ale mają również specjalne umiejętności. Pokonanie niektórych etapów wymaga wybrania odpowiedniej z nich. Czy ta pomarańczowa ma zostać na miejscu, a trzeba wziąć ze sobą fioletową? A może fioletową należy zostawić w „pomarańczowym” świecie i przenieść jedną z drugą w środku? Może jednak trzeba wrócić do poprzedniego świata i tam znaleźć odpowiedź? To tylko kilka z pytań, które pojawią się na naszej drodze w Cocoon.


Czy bossy w Cocoon to nie jest lekka przesada?
Żeby nie było jednak zbyt łatwo i spokojnie, na końcu każdego etapu przyjdzie nam stoczyć walkę ze stworem, który jest obrońcą określonego biomu. Walki w Cocoon nie należą do najtrudniejszych, lecz są miłą odmianą od przenoszenia kul, zmieniania światów i próbowania różnych sposobów na przejście dalej. Każdy z bossów ma swój unikalny zestaw ruchów i wobec każdego z nich został przyporządkowany inny sposób na wykonanie nokautu przez naszego owada. Najczęściej musimy stawić czoła trzem różnym atakom przeciwnika, aby finalnie go unieszkodliwić. Jeżeli powinie się nam noga, zostaniemy wycofani do momentu wejścia na arenę, a potyczkę trzeba będzie odbywać na nowo od samego początku.


Cocoon to pozycja idealna na długie jesienne i zimowe wieczory, kiedy można usiąść z kubkiem gorącej herbaty i relaksować się przy rozgrywce. Bardzo przyjemna oprawa graficzna i ścieżka dźwiękowa wpływają kojąco, lecz momentami można przepalić zwoje mózgowe podczas rozwiązywania między światowych zagadek. Jest to definitywnie dobra propozycja dla ludzi, którzy lubią łamigłówki i są przyzwyczajeni do stosowania w życiu frazy spopularyzowanej przez pewnego polskiego youtubera – „Ni mom pojęcia co robię”.


Ola
👍