W przyszłym roku premierę ma mieć Pao Pao. Można by rzec, że jest to symulator gotowania i prowadzenia restauracji. Całość nie będzie się jednak ograniczać do przebywania w kuchni, a zaoferować ma znacznie więcej. Już teraz istnieje możliwość przetestowania wersji demonstracyjnej gry – co z resztą zrobiłem.
Ubieraj fartuch i zarabiaj w Pao Pao
Każdy, kto kiedykolwiek pracował w gastronomii, wie, że nie jest to łatwy kawałek chleba. Niezależnie od tego, czy jesteś kelnerem, kucharzem, pomocą kuchenną, barmanem czy baristą – każdego kiedyś czeka tabaka (slangowe określenie zintensyfikowanego ruchu w lokalu), podczas której w pracę wkradnie się chaos. Mimo wszystko ten rodzaj działalności gospodarczej da się jednak lubić. Pao Pao wprowadza nas w bajkowy świat, prosto do małego miasteczka zamieszkanego przez różne zwierzęta (sami też nim jesteśmy). Otrzymujemy szansę przywrócenia blasku starej restauracji i podjęcia się zadania jej rozbudowy. Dodatkowo przyjdzie nam utrzymywać kontakt z mieszkańcami, pomagać im w różnych pracach lub pożyczać ciężko zarobione pieniądze.



Od samego początku widać zatem, że nie jest to po prostu gra o gotowaniu. Świat przedstawiony w Pao Pao jest nieco bardziej rozbudowany i choć trzonem jest kuchnia, to interakcje z sąsiadami są równie ważne. W grze mamy nawet dostęp do swojej skrzynki pocztowej, w której będą lądować listy, często rozpoczynające nowe zadania. Wykonywanie dodatkowych wyzwań może odblokować nowe receptury, dostęp do unikatowych składników lub po prostu kolejne etapy rozgrywki. Czasem przyjdzie nam coś komuś dostarczyć, kogoś o czymś poinformować, poratować groszem lub na przykład złowić kilka sztuk suma. Samo miasteczko reaguje na naszą obecność, choć w sposób bardzo minimalistyczny. Przechodnie nie widzą naszej postaci, a samochody jedynie zatrzymują się, chcąc uniknąć kolizji (a i to nie zawsze).
Skąd mam wziąć wszystkie składniki do potraw w Pao Pao?
Wspomniane wcześniej łowienie ryb to nie jest pomyłka pisarska. Ta gra wymaga od nas bowiem całego wachlarza przedsięwzięć związanych z prowadzeniem restauracji. Oprócz gotowania i podawania jedzenia gościom trzeba też zapewnić składniki do potraw. Zrobimy to na trzy sposoby – kupując je na lokalnym bazarku (tak samo, jak meble i narzędzia do kuchni), hodując w przylegającym do restauracji ogródku lub wypływając łódką na środek jeziora i łowiąc ryby. W ostatnim przypadku losowość złowionych wodnych stworzeń jest dosyć duża, więc jeżeli do receptury potrzebny nam jest tylko łosoś, to należy uzbroić się w cierpliwość, aby uzbierać jego wystarczającą ilość. Skąd wiadomo, które elementy dań będą nam potrzebne? To proste. Menu wybieramy sami, więc jeżeli brakuje nam pieniędzy na przykład na nori, a mamy dużo pomidorów i marchewek to możemy opierać jadłospis przede wszystkim na sałatce.





Gotowanie w Pao Pao – gdzieś to już widziałem
Przejdźmy finalnie do gotowania, bo to ono jest tutaj najważniejsze. Mechanizm bardzo mocno przypomina ten znany z serii Overcooked. Pojawiają się goście, którzy zamawiają pozycje z menu. Następnie przy każdej z nich pojawia się licznik czasu, w którym musimy się zmieścić. Pomimo tego, że każde danie ma swoją cenę, to finalnie kwota zależy od tego, jak szybko się uwiniemy. Musimy wyjąć składniki, następnie je pokroić/ugotować/usmażyć, położyć na talerzu i talerz zanieść do klienta. Brudne naczynia trzeba będzie potem odebrać ze stolika i umyć – w innym wpyadku nie będzie miejsca dla kolejnych gości. Czasu jest niewiele, trzeba się szybko ruszać i dobrze skoordynować działania. W przypadku zbyt długiego gotowania się lub smażenia składnika, może wybuchnąć pożar. Wtedy należy biec po gaśnicę i ratować sytuację.



Jak działają wspomniane mechanizmy? Całkiem dobrze. Są one łudząco podobne do zastosowanych we wcześniej wspomnianym tytule. Jednak w połączeniu z bardziej rozbudowaną mechaniką pełnienia funkcji restauratora sprawiają, że rozgrywka jest bardzo przyjemna, a podobieństwa nie wpływają na poczucie powtarzalności znanych schematów. Warto tutaj dodać, że cały układ restauracji, liczba posiadanych palników, desek do krojenia, czy skrzyń na produkty zależy od nas i od naszego budżetu. Podobnie godziny otwarcia – jeżeli nie podejdziemy do zlokalizowanej przy drzwiach tabliczki i nie otworzymy restauracji, klienci nie będą przychodzić. Czas pracy również jest normowany, ponieważ w Pao Pao mamy cykl dnia i nocy. Co więcej, po skończonej harówce możemy zwyczajnie iść spać. To jest dopiero luksus!
W Pao Pao nie można się nudzić
Praca, dom, praca, dom, praca, dom. W taki sposób nie da się żyć. Pomyślało o tym również studio ArtDock, dając graczom możliwość rozerwania się po ciężkim dniu pracy w kuchni. Poza wykonywaniem dodatkowych zadań związanych w mniejszym lub większym stopniu z fabułą, można udać się na przykład do salonu gier. Tam, zarobione pieniądze można wydać na „automatach”. Każda z dostępnych w Pao Pao aktywności przypomina te znane z rzeczywistości. Może i nie są wybitnie trudne i odkrywcze (no może poza maszyną do tańca, ta jest momentami okropna) ale zapewniają odskocznię. Ponadto, za zdobyte w grach punkty otrzymujemy kupony, które potem można wydać np. na nowe ubrania. Nie przeczytaliście źle! Jak wiemy szafa z ubraniami to podstawa dla każdego szefa kuchni. Choć niejednokrotnie stroje nie wydają się adekwatne do pełnienia funkcji biznesmana. Ponadto, twórcy obiecują, że dla łaknących przygód czeka eksploracja okolicy i odkrycie niesamowitych tajemnic. Ale o tym cicho sza!



Na razie gra jest dostępna tylko w wersji demonstracyjnej, więc nie wiadomo, jak ostatecznie będzie rozbudowana. Twórcy dosyć niedawno prezentowali ją na targach Endix Expo. Na ten moment Pao Pao jest na prawdę obiecująca, a rysunkowa oprawa graficzna dodaje jej uroku. Rozgrywka będzie jeszcze ciekawsza, gdy będzie można zagrać w wersji kooperacyjnej nawet do 4 graczy jednocześnie. Ja czekam na premierę i odkładam już pieniądze – mam nadzieję tylko, że nie będzie zbyt droga.

